Koszyczek na zabawki do samochodu

I oto jest! Zainspirowana jednym z blogów o szyciu, postanowiłam uszyć dla mojej pociechy koszyczek na zabawki do samochodu. Nieważne, że Junior jeździ jeszcze tyłem do kierunku jazdy i póki co z koszyczka nie skorzysta – ważne, że już go ma (i nawet pasuje do koloru lakieru).

Tak więc trzecia rzecz, którą uszyłam, to dość trudny (jak dla osoby, która szyć nie potrafi) pojemniczek na zabawki. Oczywiście uczę się, więc kolejny koszyczek gdybym szyła, na pewno miałby głębsze kieszonki boczne. I na pewno pomyślę o innym wykończeniu wnętrza, bo to było masakryczne i musiałam je kończyć ręcznie, bo Zosieńka nie łapała takiej grubości tkanin.

Po takim wstępie, dumnie Wam prezentuję KOSZYCZEK ;) :

Opublikowano Szycie | Skomentuj

Piątkowy (wy)twór

Jest niedziela… a ja od piątku (pamiętajmy, że maszyna dotarła w czwarte wieczorem) stworzyłam: poduszeczkę na igły, metko-miętoszka dla synka, metko-przytulaska (czyli wersja z wypełnieniem) oraz przebrnęłam przez połowę projektu koszyczka do samochodu na zabawki dla dziecka. Zdjęcia tych pierwszych poniżej. Koszyczek zostanie obfotografowany, gdy tylko uda mi się go skończyć…

I jeszcze jedno – wszystkie „wytwory” tandemu ja + Zofia są z tego samego materiału – starej poszewki na kołdrę. Wszak na razie CZUJĘ, że umiem szyć, a nie koniecznie POTRAFIĘ ;) Więc ćwiczę zanim potnę dobre materiały (czekając na przybycie Zosieńki, odwiedziłam kilka sklepów z tkaninami, tasiemkami i nićmi, więc mam z czego szyć).

Opublikowano Szycie | Skomentuj

Od początku, lecz w wielkim skrócie

Aby wiadomo było skąd u mnie pewne pasje, spieszę z wyjaśnieniem…

Szycie – dawno, dawno temu, gdy byłam 12-13 letnią dziewczynką „uszyłam na maszynie” („uszyłam” to słowo mocno na wyrost) torbę ze starych jeansów mojego taty (miała doszytą kieszonkę ze sztruksów mojej mamy, jeansowy pasek na ramię z paska do spodni taty oraz suwak z piórnika mojej siostry). A że szyłam na starym Singerze (takim, który kiedyś stanowił mebel sam w sobie), miałam problem z wyregulowaniem naprężenia nitki, a krojenie materiału było pojęciem abstrakcyjnym, wykraczającym poza granice mojej percepcji – torba wyszła co najmniej koślawa, z mega-wielkimi pętlami nici i innymi wadami… Ale torbę nosiłam. Jednak wysiłek został okupiony niechęcią do dalszego szycia.

Po ponad dwudziestu latach zaczęło mi się śnić, że szyję (sprawdzałam nawet w senniku co to znaczy – a znaczyło tyle co szczęście rodzinne)… Ale tak naprawdę szyję, że tworzę ładne rzeczy… Po prostu poczułam, że UMIEM SZYĆ. I wtedy zachorowałam… zachorowałam na maszynę do szycia…

Mój Mąż postanowił mi takową sprezentować; a że był początek grudnia, to maszynę miałam dostać pod choinkę. Pod choinką znalazłam jednak kopertę z podobizną mojej maszyny (śliczniutką Łucznikową Zofiją 2015) i jakże rozbrajającym wyznaniem „Już do Ciebie jadę :)”. Długo jechała… zdążyła zwiedzić Wrocław, Poznań, chyba Sopot i Wejherowo, aż trzy dni temu trafiła w moje zniecierpliwione łapki.

I oto jest – moja nowa przyjaciółka:

Opublikowano O mnie | Skomentuj